Poznaj fachowca Pawła Cieślara

Opublikowano: 15 Grudnia 2020 w kategorii Aktualności

Relacja z Larex daje Pawłowi Cieślarowi spokój i pewność stabilnego zatrudnienia. „Koronawirus pokazał przede wszystkim, że ani w pracy, ani w życiu nie można zbytnio wybiegać planami naprzód”.

Od końca 2016 roku Paweł Cieślar pracuje dla Larex jako malarz. Jest bardzo zadowolony ze swojego pracodawcy oraz z aktualnego zleceniodawcy, firmy Rosendaal SchilderGroep w Beek. Pawłowi jest dobrze w Holandii, ale tęskni za żoną i dziećmi. Święta spędza w Polsce. Mówi: „Nic na to nie można poradzić. Dom jest domem”.

Paweł spędza święta ze swoją żoną i trójką dzieci oraz rodziną i przyjaciółmi w Polsce. Ostatni raz był w domu prawie trzy miesiące temu. „To o wiele za długo” – mówi Paweł, który jako malarz przez całe dnie pracuje w Rosendaal SchilderGroep w Beek (Geldria). „Ze względu na pracę nie da się inaczej. To oczywiście trudne. Ale w tym trudnym czasie muszę być wdzięczny za tak dobrego i stabilnego pracodawcę. Gdy tylko wracam do Holandii, od razu czeka na mnie praca. Jeżeli oczywiście nie przyjdą zbyt duże mrozy”.

„Teraz mam pewność, której potrzebuję jako ojciec trójki dzieci”

Paweł wychował się we wsi w okolicach Krakowa, a od 2016 roku pracuje dla Larex. Szukał pracy w Holandii, znalazł w Internecie ofertę z Larex i szybko nawiązał współpracę. Właściwie to na Boże Narodzenie 2020 miał ostatecznie powrócić do Polski, by rozpocząć tam prowadzenie jednoosobowej firmy malarskiej. Ale koronawirus rzuca kłody pod nogi. Paweł: „Nic nie jest pewne. W Polsce wiele prac zostało wstrzymanych. Moim zdaniem teraz byłoby to za duże ryzyko. W Holandii mam pewność, której potrzebuję jako głowa rodziny i ojciec trójki dzieci”.

Paweł i jego żona mają czteroletniego synka i prawie trzyletnie bliźnięta, także chłopców. Jego żona zrezygnowała z pracy, by zajmować się dziećmi. Gdy utraciła dochody, Paweł zdecydował się na wyjazd do Holandii do pracy, na trzy lata. Zamierzał pracować tu do momentu, aż dzieci pójdą do przedszkola i żona znów będzie mogła podjąć pracę.

„Przez koronawirusa nie wiesz na czym stoisz, gdy prowadzisz własną firmę”

Ten moment już nadszedł, ale koronawirus miesza teraz szyki. Paweł mówi: „Jeżeli pracujesz na umowę o pracę, wynagrodzenia w Holandii są 2-3 razy wyższe. Wybór nie jest wówczas trudny, niezależnie od tego, jak ciężko jest żyć z dala od rodziny. W przypadku prowadzenia własnej działalności różnica w zarobkach pomiędzy Holandią a Polską nie jest już tak duża, ale nigdy nie masz pewności, czy będziesz mieć wystarczającą ilość pracy. Pandemia sprawiła, że sytuacja jest jeszcze bardziej niepewna. Dlatego też zostanę z Larex co najmniej przez kolejny rok. Wyraźnie widać teraz, że w życiu i w pracy nie można zbytnio wybiegać planami w przód”.

W Rosendaal SchilderGroep Pawłowi bardzo się podoba. Ma fajnych kolegów, w tym kilku rodaków. Język niderlandzki rozumie już bardzo dobrze, zwłaszcza gdy chodzi o sprawy związane z pracą. Ale mówienie po niderlandzku to inna historia. „Próbuję, ale gdy Holender słyszy, że nie idzie ci to zbyt dobrze, od razu przechodzi na angielski. Więc nie bardzo się to udaje. Na szczęście dobrze mówię po angielsku. Znam chłopaków z Polski, którzy nie znają ani angielskiego, ani niemieckiego, ani niderlandzkiego. Nie rozumiem tego. Bardzo dużo tracisz, gdy nie możesz porozmawiać z drugą osobą”.

„Brakuje mi sportu i znajomych”

Przed pandemią Paweł prowadził ciekawe, intensywne życie pod względem towarzyskim i sportowym. Z wykształcenia jest nauczycielem wychowania fizycznego, a w Polsce grał półamatorsko w siatkówkę. W Geldrii od razu zgłosił się do lokalnego klubu sportowego. Sport, treningi i mecze stanowiły dobrą odskocznię po całym dniu ciężkiej pracy oraz były znakomitym sposobem na nawiązywanie kontaktów towarzyskich. Ale teraz wszystko zamarło. „Strasznie mi tego brakuje. Teraz nie ma wiele więcej do roboty poza oglądaniem telewizji i przeglądaniem Internetu w mieszkaniu. Przez to pobyt z dala od domu jest jeszcze trudniejszy i niemalże nie mogę się doczekać, aż rano znów pójdę do pracy”.

„Dlaczego zostałem malarzem? Najbardziej chciałem dawać lekcje siatkówki lub pracować jako trener, ale nie udało mi się znaleźć pracy. Znajomy zapytał, czy nie chciałbym przyuczyć się na malarza w jego firmie. Od razu się zgodziłem i jestem z tego zadowolony. To fajna, wdzięczna praca. Od razu widać efekty. Rosendaal to jedno z największych przedsiębiorstw malarskich w Holandii. Dzięki temu zawsze jest w nim praca i to bardzo różnorodna. Czasem wykańczam ściany i sufity w nowym budynku, a kiedy indziej maluję natryskowo maszyny w hali. Atmosfera jest bardzo dobra. Ciężko pracujemy, ale nie ma presji ze strony kierownictwa. Każdy jest odpowiedzialny za swoje zadania”.

„Teraz znam już swój fach na wylot i wystarczy mi jedno słowo”

Paweł uważa się za doświadczonego malarza i lakiernika, i jest z tego dumny. „Znam już swój fach na wylot i wystarczy mi jedno słowo”. Na początku regularnie kontaktował się ze swoim koordynatorem z Larex. „Zawsze był gotowy do pomocy i nigdy jej nie odmawiał”. Teraz Paweł ma już rozeznanie i wie, co ma robić. A jeżeli mimo to ma jakieś pytanie, zawsze może zwrócić się do Larex. Czuje się doceniany w tej firmie i mile widziany w Holandii. „Ludzie są wyluzowani i przyjaźni. W ciągu trzech lat tylko dwa razy miałem do czynienia z nieprzyjemnościami. To naprawdę nic”.

Na pytanie o to, czy poleciłby Larex swoim kolegom po fachu w Polsce, Paweł bez wahania odpowiada twierdząco. „W Holandii jest wiele biur pośrednictwa, ale nie wszystkie są godne zaufania. W Larex wiesz, że wszystko jest załatwione. Mam umowę, mam dach nad głową, mam dobre ubezpieczenie i nie muszę zawracać sobie głowy holenderskimi podatkami. No i najważniejsze: mam stabilną, dobrze płatną pracę. Larex to pracodawca, na którym naprawdę możesz polegać”.